Z dalekiej Tanzanii do Stambułu

6

Ktoś może zapytać dlaczego? Dlaczego z odległej Tanzanii, a dokładniej z małej wioski Poli Sing’isi położonej niedaleko miasta Arusha, przesyłamy odrobinę wiadomości i jednocześnie bardzo gorących pozdrowień dla wszystkich czytelników “Nad Bosforem” i strony internetowej “Duszpasterstwo Polonijne”. Otóż dzieci z tejże wioski chcą bardzo gorąco podziękować naszemu byłemu Proboszczowi Ojcu Michałowi, bo to dzięki niemu mogły doświadczyć ogromnej radości i wybrać się na wycieczkę do Narodowego Parku nad Jeziorem Manyara. Ojciec Michał, przed wyjazdem do Stambułu, pracował jako Proboszcz w tej pięknej, małej miejscowości. To on rozpoczał przygotowywać i organizować ten wyjazd dla grupy dzieci, które przyjęły Sakrament Bierzmowania a obecnie spotykają się na dodatkowej katechezie w każdą niedzielę, by wspólnie pogłębiać wiedzę o Bogu i wzmacniać wiarę w Chrystusa, aby później świadczyć o Nim swoim życiem.

I tak dnia 14 listopada 2013 roku grupa dzieci (18. osobowa) udała się do Narodowego Parku, który znajduje się nad Jeziorem Manyara. Pomimo panującej pory deszczowej pogoda nam dopisała i tego dnia podczas całodniowej wyprawy towarzyszyło nam słońce, o które wcześniej dzieci gorąco się modliły — nie ma modlitw niewysłuchanych, szczególnie gdy proszą dzieci…

Lake Manyara National Park pozostaje w cieniu swoich słynnych sąsiadów, Ngorongoro i Serengeti, ale zupełnie niezasłużenie. To prawda, że zajmuje niewielki w porównaniu z nimi obszar (tylko 330 km2), ale może poszczycić się imponującą fauną i sporym zróżnicowaniem siedlisk roślinnych.

W akacjowym lesie tuż za parkową bramą powitała nas cała rodzina pawianów. Podobno ten park słynie z ich obfitości o czym przekonaliśmy się przemierzając kolejne kilometry wyprawy. Dzieci z zachwytem patrzyły na małe małpki, które trzymając się kurczowo swoich matek przemieszczały się z drzewa na drzewo. Nie zabrakło nam też widoku “dostojnych” żyraf, które nie zważając na naszą obecność delektowały się liśćmi z drzew. Z podziwem patrzyliśmy na nieruchome szare „głazy”—hipopotamy, po uszy zanurzone w wodzie i cierpliwie znoszące obecność ptaków skaczących po ich grzbietach w poszukiwaniu insektów. Jednak największą niespodzianką okazały się słonie, a tego dnia było ich wyjątkowo dużo. Podchodziły blisko i przyglądały się nam bacznie. Za zakrętem drogi napotkaliśmy całe stado złożone z kilku dorosłych samic i towarzyszących im podrostków, cudowny i niezapomniany widok. Mogliśmy też podziwiać całe stada zebr, antylop i bawołów pasących się nieopodal, a czasami tworzacych “traffic” na naszych safaryjskich drogach.

Dwie trzecie obszaru Lake Manyara National Park zajmuje alkaliczne jezioro o tej samej nazwie, które Ernest Hemingway miał określić mianem najpiękniejszego w Afryce. Park słynie przede wszystkim jako rezerwat ptactwa wodnego. Na brzegach jeziora Manyara bytują dziesiątki tysięcy flamingów otaczając je piekną “różową wstążką” widoczną już z daleka.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na obiad, który podróżował z nami a przygotowany został przez rodziców dzieci. Mandazi, chapati i karanga (pączki, naleśniki i orzeszki) bardzo smakowały wszystkim, po całym dniu “polowania”. I tak dzieci zmęczone, ale przeszczęśliwe i z uśmiechem na twarzy wróciły wieczorem do swoich domów. To były nieazpomniane chwile, do których będą często wracały pamięcią.

W imieniu dzieci i własnym,

siostra Ines Homa, CSSE